I'm the hole in your heart - I'm the stain in your bed - The phantom in your fingers

Nowe rozdziały w poniedziałki. Jeśli jest już wtorek, a nic nowego nie ma, należy krzyczeć, bić i kopać. Bo powinnam dodać w poniedziałek.

Powrót

Epilog Madeleine

poniedziałek, 1.marca.2010, 19:54
Ofiara, młoda Francuzka, została znaleziona w jednym z zaułków, z poderżniętym gardłem i pociętym dekoltem. Sprawca pozostaje nieznany, choć policja podejrzewa związek między tym zdarzeniem a incydentem sprzed dwóch tygodni.

Biedna, biedna Madeleine.
Szkoda jej, rafaelowskiego aniołka, wnoszącego ze sobą odrobinę wiary i optymizmu w świat. Zawsze szkoda takich delikatnych kwiatków, dziecinnie naiwnych i kochanych. A teraz ta pani o sztucznej twarzy i pustych oczach mówi beznamiętnym głosem o jej śmierci i w duchu powtarza sobie, że w końcu zapisze się na ten kurs samoobrony.
Na swoją obronę mam tylko tyle, że nic poczuła. Nic nie zobaczyła, po prostu już jej nie było, kiedy szwajcarski scyzoryk zagłębił się w jej szyi, przeciął tchawicę i obie tętnice.
Biedna mała Madeleine nie wyglądała już tak pięknie, śmiem twierdzić, z rozbryzgami krwi wszędzie dookoła, na worku śmieci, z zieloną ważką, trzepoczącą tęczowo pobłyskującymi skrzydełkami na prawym oku, szkliście wpatrującym się w jakiś hieroglificzny napis, nabazgrany na łuszczącej się z tynku ścianie.
I znowu zaczęło się od przeraźliwych wrzasków, szlochów i załamań nerwowych, tym razem pary lekko pijanych nastolatków, którzy chcieli skorzystać z odosobnienia zaułka wilgotną po deszczu nocą.
Madeleine pochowano w jej rodzinnej Nicei, mimo niedawnego wydziedziczenia została opłakana należycie przez liczną rodzinę Jean-Luca i swoją, mniej liczną, ale równie kochającą. Wyglądała w tej ostatecznie ciemnej trumience jak wiktoriańska laleczka z porcelany, z koronkowym naszyjnikiem, ukrywającym linię cięcia. Sam Jean-Luc na pogrzebie się nie zjawił, sztyletując się na wzrok w jakiejś zacisznej kawiarence z Markiem, który, a i owszem, pojechał do Nicei, wręcz siłą wypchnięty przez ojca, bo morderca na pogrzeb ofiary się nie wybiera, a pani inspektor zwietrzyła krew i natychmiast podpięła śmierć Madeleine do mojej, natychmiast znowu umiejscawiając biedaczka na pierwszym i jedynym miejscu na liście podejrzanych. Dokopała się, diablica, do ich związku i do ich rozstania, które słyszało pół uczelni, do ich późniejszej przyjaźni, do naszej znajomości. I coś jej mocno nie pasowało widać, skoro tak się uczepiła.
I tak oto znów zaczął się cyrk, szczęśliwie obyło się znowu bez ekshumacji. Tego rodzina zmarłej na pewno by nie przeżyła. Szczegółowy raport z autopsji został złożony na oczekujące ręce pani inspektor, która z zaskakującym zacięciem twierdziła, że coś te morderstwa łączy.
Znów niczego szczególnego nie znaleziono, akta czyste, nikt niczego nie widział, kto by się pętał po mieście w takim deszczu? A Madeleine nie krzyczała ani się nie broniła. Nie mogła, bo na dobrą sprawę była martwa już kiedy zamknęły się za nią drzwi hotelu, niczym zamaskowane wrota piekielne. Obsługa i goście kawiarni milczeli jak zaklęci, jakby nigdy ich tak naprawdę nie było, a nikt inny Marka z Madeleine nie widział, więc biedactwu oszczędzone zostały kolejne sceny przesłuchań i oglądanie martwych dziewczyn.
Powinnam teraz powiedzieć, że mi żal. Ale nie czuje nic, żalu, smutku ani wyrzutów sumienia.
Biedna, biedna Madeleine. Przypadki bywają śmiertelne. Gdyby nie przyjeżdżała do Polski, gdyby nie spotykała się z Markiem…
Ponoć wiara naiwnych dziewczątek jest najsilniejsza. Ponoć, w praktyce okazuje się, że tym, w co wierzą naiwne dziewczątka nie posiliłby się najbardziej zdesperowany wampir energetyczny. Naiwne dziewczątka mają długość koncentracji trzylatka i wierzą ciągle w coś nowego. Przekonanie Madeleine, że powinnam żyć trwało bardzo krótko i natychmiast zostało stłamszone przez jej radość.
Mała zdzira, myślała, że nie wiem o jej nadziejach i planach. Myślała, że nie widzę jak patrzy na Marka i jak nadal kombinuje, jak by go odzyskać. Może i była naiwna, ale coś tam pod tą blond chmurą miała i potrafiła ocenić, jak długo ze sobą wytrzymamy. I muszę jej to przyznać, jej obliczenia była zaskakująco trafne.
Więc Madeleine odeszła, nieniepokojona przeze mnie, nieniepokojona nawet przez własną śmierć, której nie zauważyła i nie poczuła.
A ja zostałam, nadal zawieszona w półśnie, półkoszmarze, z siłą wiary tylko dwóch kobiet, z których jedna mnie nawet nie znała. Na szczęście Madeleine już takiego wrażenia na pani inspektor nie zrobiła. Nie lubię się dzielić moimi ludźmi. Są mi potrzebni.


0 komentarzy
Następne Poprzednie




O końcach i początkach, w tej kolejności, i tym, co pomiędzy. O śmierci i tym co po. O życiu. Trochę też może o miłości, zdradzie i karze.
Z różnych perspektyw, bo wszystko zależy od tego, z czyjej na świat patrzeć.

archiwum


Prolog
1. Początek końca
2. Deszcz
Epilog Madeleine
3. Sukienka
4. Owca i szczur

znajomi

czytam

czekam
Lorem Ipsum

szablon

Shablon.mylog.pl
NFS, DM